Przeniesienie

Archiwum bloga znajduje się pod adresem: http://dzialkrytyczny.blog.onet.pl/

czwartek, 30 kwietnia 2020

Przeciw zdrowiu


Tomasz Mann w eseju na temat Dostojewskiego pisze:

Pewne osiągnięcia poznawcze i duchowe nie wydają się możliwe bez obłędu, choroby i duchowej zbrodni; wielcy zaś chorzy są ofiarami, męczennikami, złożonymi na rzecz ludzkości dla rozszerzenia jej doznań i poznania, mówiąc krótko, w imię jej wyższego zdrowia.”

Doznawanie na sobie chorobliwości, zwyrodnienia czy nawet zła, według Manna służy wyższemu zdrowiu ludzkości, w pewnym sensie oczyszcza ludzkość z tych wszystkich cech, tak jak barbarzyńskie podboje czy niesłychane pandemie porządkowały niegdyś historię świata. Ten, na kim skupia się działanie sił rozkładowych, znosząc je, sublimujących, czy nawet przetwarzając na życiodajne, staje się dobroczyńcą ludzkości, męczennikiem – symboliczną ofiarą, którą kultura składa w imieniu swego jak najbardziej uniwersalnie rozumianego zdrowia. Chory geniusz a zarazem męczennik staje się również lekarzem człowieczeństwa. Czy nie tak jawił się nam Chrystus? Wziął na siebie całą grzeszność świata, wszystkie schorowane dusze, by je oczyścić. W żadnym wypadku nie porównuję Dostojewskiego czy Nietzschego do Chrystusa, ci pierwsi mogą być do niego podobni tylko dla ludzi na naprawdę wysokim poziomie refleksji intelektualnej i do tego absolutnie abstrakcyjnej. Ważne by ludzkość, ta pospolita i ta, która ma czelność w ramach swej demokratycznie pojętej swobody, oceniać „chorych-geniuszy”, zrozumiała, że swego zdrowia nie zawdzięcza sobie, przeciwnie, bardziej prawdopodobne jest, że właśnie ci chorzy są gwarantem jej zdrowia. Niech szczęśliwi prostacy nie naigrywają się z nieszczęsnych obłąkanych geniuszy, niech nie sarkają wyniośle przekonywani do racji swą nienaruszoną witalnością. Św. Augustyn w swych Wyznaniach pisał:

Jeśli zaś ktoś, powołany przez Ciebie, poszedł posłusznie za Twoim głosem i uniknął takiego zła, o jakim teraz czyta w moich wspomnieniach i wyznaniach, to niechże nie szydzi ze mnie. Bo podźwignął mnie z choroby ten sam lekarz, dzięki któremu on wcale nie chorował czy raczej — lżej chorował. (Augustyn, Wyznania II, 7).

Inaczej mówiąc, nie ma ludzi zdrowych, są tylko chorzy i uleczeni, są męczennicy i beneficjanci ich cierpienia, są zrównoważeni prostaczkowie i genialni szaleńcy, których do intelektualnego zwyrodnienia doprowadziła tajemnicza „zbrodnia całkowitego poznania.”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz