Tomasz Mann w
eseju na temat Dostojewskiego pisze:
„Pewne osiągnięcia poznawcze i
duchowe nie wydają się możliwe bez obłędu, choroby i duchowej zbrodni; wielcy
zaś chorzy są ofiarami, męczennikami, złożonymi na rzecz ludzkości dla
rozszerzenia jej doznań i poznania, mówiąc krótko, w imię jej wyższego zdrowia.”
Doznawanie
na sobie chorobliwości, zwyrodnienia czy nawet zła, według Manna służy
wyższemu zdrowiu ludzkości, w pewnym sensie oczyszcza ludzkość z tych
wszystkich cech, tak jak barbarzyńskie podboje czy niesłychane pandemie
porządkowały niegdyś historię świata. Ten, na kim skupia się działanie sił
rozkładowych, znosząc je, sublimujących, czy nawet przetwarzając na życiodajne,
staje się dobroczyńcą ludzkości, męczennikiem – symboliczną ofiarą, którą
kultura składa w imieniu swego jak najbardziej uniwersalnie rozumianego
zdrowia. Chory geniusz a zarazem męczennik staje się również lekarzem
człowieczeństwa. Czy nie tak jawił się nam Chrystus? Wziął na siebie całą
grzeszność świata, wszystkie schorowane dusze, by je oczyścić. W żadnym wypadku
nie porównuję Dostojewskiego czy Nietzschego do Chrystusa, ci pierwsi mogą być
do niego podobni tylko dla ludzi na naprawdę wysokim poziomie refleksji
intelektualnej i do tego absolutnie abstrakcyjnej. Ważne by ludzkość, ta
pospolita i ta, która ma czelność w ramach swej demokratycznie pojętej swobody,
oceniać „chorych-geniuszy”, zrozumiała, że swego zdrowia nie zawdzięcza sobie,
przeciwnie, bardziej prawdopodobne jest, że właśnie ci chorzy są gwarantem jej
zdrowia. Niech szczęśliwi prostacy nie naigrywają się z nieszczęsnych
obłąkanych geniuszy, niech nie sarkają wyniośle przekonywani do racji swą
nienaruszoną witalnością. Św. Augustyn w swych Wyznaniach pisał:
Jeśli zaś ktoś, powołany przez Ciebie,
poszedł posłusznie za Twoim głosem i uniknął takiego zła, o jakim teraz czyta w
moich wspomnieniach i wyznaniach, to niechże nie szydzi ze mnie. Bo podźwignął
mnie z choroby ten sam lekarz, dzięki któremu on wcale nie chorował czy raczej
— lżej chorował.
(Augustyn, Wyznania II, 7).
Inaczej
mówiąc, nie ma ludzi zdrowych, są tylko chorzy i uleczeni, są męczennicy i
beneficjanci ich cierpienia, są zrównoważeni prostaczkowie i genialni szaleńcy,
których do intelektualnego zwyrodnienia doprowadziła tajemnicza „zbrodnia
całkowitego poznania.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz