Miał takie marzenie: stary, drewniany dom. Rozległy ogród, chłodny o
poranku. Na podwórku studnia, koniecznie kamienna. Niski parkan ze sztachet tuż
przy drodze, koniecznie piaszczystej. Wiele owocowych drzew. Na kamiennych
schodkach ocieniona gałęziami starej lipy ławeczka, z której widać drogę, ogród,
studnię i dom. Metalowa chochla na cembrowinie, gdyby ktoś przechodzący drogą
chciał się napić. Wówczas wstałby z ławeczki, podszedł do studni, rzucił wiadro
do studni jednym precyzyjnym ruchem. Potem zaczerpnąłby z niego chochlą i podszedłby
do parkanu. Tam z uroczystym uśmiechem włożyłby ją – przyjemnie zimną – w ręce
przechodnia. I to właściwie wszystko. Marzenie.
Spójrz na siedzących
na tronie królów wysokim:
Butni z lśniącej
purpury, straszni orężem straży,
Mrocznym grożą
obliczem, sercem wściekłym się pienią,
Lecz zdejm z nich
pysznych ozdobę stroju marnego,
Dojrzysz wewnątrz
tych panów ich ciężkie okowy.
Tam żądza chciwa w
serca żyłami wsącza truciznę,
Tam gniew im smaga
dusze, niecąc burzy fale,
Smutek myśl nęka lub
złudna ją męczy nadzieja.
Widzisz, ilu tyranów
w jednej ich siedzi głowie?
Nie czyni, czego
pragnie, przez złych nękany panów.
Boecjusz, O pocieszeniu jakie daje filozofia, IV, II
Miał marzenie. Wolność od
ambicji, od sporów, od pragnień, od stanowisk. Chciał być królem bez poddanych.
Spełniło się. Lub dopiero się spełni. Tego nigdy się nie dowiemy. Jeśli
naprawdę jest wolny, to wolny jest przede wszystkim od konieczności dawania
świadectwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz