Nikt równie
tragicznie nie pokazał momentu rozpoznania jak Racine. Moment ów charakteryzuje
skumulowanie pytań. W Andromasze
czytamy:
Co widzę? To Hermiona? Co słyszę?
Dla kogo płynie krew, którą rozlałem?
Czy to Pyrrus umiera? A ja jestem Orestesem?
Jakieś
gwałtowne i dramatyczne doświadczenie wyrywa człowieka z nieświadomości bytu i
stawia twarzą w twarz ze sobą i swoim losem. Człowiek oszołomiony i zniewolony
konkretnością problemu potrafi tylko pytać i nie jest do końca pewne, czy chce
poznać odpowiedź. Lepiej byłoby nie poznawać. Od tego momentu wyjaśnienie
tożsamości i odpowiedź na pojawiające się pytania staje się bolesnym
pragnieniem połączonym z obezwładniającym lękiem przed poznaniem prawdy,
zwłaszcza z lękiem o autentyczność odpowiedzi. Z takiej opresji człowieka
ratuje obecności drugiego, innego. Wówczas obiektywność jego spostrzeżeń nie
będzie wątpliwa, pozostanie tylko uwierzyć i zdać się na łaskę Boga.
Nie chodzi
jednak tylko o problem odkrycia swego „ja” w jakimś druzgoczącym momencie
egzystencjalnym. Problemem jest również konfrontacja teraźniejszości z
przeszłością, z wiedzą o sobie samym, jaką człowiek posiadał zanim spadł na
niego grom. Pytania się mnożą. Człowiek pyta: Czy jestem zarazem tym, kim jestem, i tym, kim byłem? Wydaje się to
niemożliwe, więc czuje się naraz tak, jakby się zgubił, nie na zewnątrz, to
jest w otaczającym świecie, ale na obszarze swego wewnętrznego istnienia, który
stał się niezwykły i niebezpieczny. Następne więc pytanie to: Gdzie jestem? Rozpoznanie to zagubienie,
bo człowiek poznaje innego siebie, traci dobrze znany obraz, do którego był
przywiązany.
Jedna,
kluczowa chwila w życiu człowieka ujawnia jego istotę i przyszłe losy, pozwala
zrozumieć determinizm przyszłości. Mimo że „ja” jest chwilowe, to
rzeczywistość, jaka się za odkryciem „ja” pojawia, ma charakter czegoś zupełnie
niechwilowego.
Romantyzm
wykorzysta ten obraz, by powiedzieć co innego. Chwila poznania będzie ukazywać
oderwanie od niechwilowej rzeczywistości – od trwania. W doświadczeniu
chwilowej prawdy ujawniać się będzie słabość owej chwili jako tej, która nie
nigdy nie może doświadczenia dopełnić. Świadomość teraźniejszości to świadomość
braku. Świetnie widać to u Gerarda de Nervala, dla którego chwila
iluminacyjnego poznania jest posiadaniem wszystkiego, jest osiągnięciem
maksimum w minimum, ale kiedy chwila minie, poecie pozostanie już tylko
świadomość straty i życie wśród ruin.
Ponieważ chwile
poznania zależą w głównej mierze od człowieka, od jego zdolności twórczych
(głównie w sensie artystycznym), więc – jak pisze Georges Poulet – „człowiek okazuje się złym stwórcą
człowieka”, „zdolny sam tworzyć chwile życia, człowiek okazuje się niezdolny do
stworzenia bytu, do nadania sobie bytu.” Od nieznanego „ciężaru przyszłości,
który trzeba dźwigać – jak pisze Quinet – w pustce teraźniejszości”, ratuje jedynie
historia i jej determinizm przyczynowo-skutkowy. Ale ratunek ten jest znów
zniewoleniem.
W filozofii
trwanie uwolni się od historii dzięki Bergsonowi. Determinizm zostanie
zaprzeczony. Ale zanim Bergson ujmie to w swe filozoficzne formuły, łańcuchy
przeszłości skuwające teraźniejszość rwać będą poeci. Przede wszystkim Rimbaud.
Najpierw uruchomi siły anihilizacyjne. Zniszczenie przeszłości i dotarcie do
swoistej nicości, umożliwi nadanie sobie bytu zgodnego z własnym twórczym
zamysłem. W poezji Rimbauda poraża właśnie ta nieustająca nowość.
Jak u Racine’a poznający siebie miał
wrażenie, że poznaje innego, tak u Rimbauda zaprzeczenie przeszłości w imię nowości jest
zaprzeczaniem swemu staremu „ja”. Je est
un autre (Ja to ktoś inny, Ja jest
kimś innym). To jest moment, który prowadzi nas do współczesnego myślenia o
tożsamości i do absurdów w nim zawartych: podwójności czy nawet symultanicznej
antonimiczności. Daje już temu świadectwo przyjaciel Rimbauda, Verlaine w tomiku o znaczącym tytule: Równolegle.
Ten tok myśli
doprowadził również do takiej oto frazy z Psychicznego
naturalizmu Przybyszewskiego:
Ta manifestacja mojej indywidualności,
widzącej i słyszącej to, czego moja osobowość nie jest w stanie dostrzec to
objawienie się Czegoś we mnie, co prowadzi inne życie, różne od tego, którego
jestem świadomy.
„Naga dusza”
Przybyszewskiego to nic innego jak un autre Rimbauda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz