Przeniesienie

Archiwum bloga znajduje się pod adresem: http://dzialkrytyczny.blog.onet.pl/

niedziela, 19 kwietnia 2020

"Je est un autre", czyli od rozpoznania do zaprzeczenia


Nikt równie tragicznie nie pokazał momentu rozpoznania jak Racine. Moment ów charakteryzuje skumulowanie pytań. W Andromasze czytamy:
Co widzę? To Hermiona? Co słyszę?
Dla kogo płynie krew, którą rozlałem?
Czy to Pyrrus umiera? A ja jestem Orestesem?
Jakieś gwałtowne i dramatyczne doświadczenie wyrywa człowieka z nieświadomości bytu i stawia twarzą w twarz ze sobą i swoim losem. Człowiek oszołomiony i zniewolony konkretnością problemu potrafi tylko pytać i nie jest do końca pewne, czy chce poznać odpowiedź. Lepiej byłoby nie poznawać. Od tego momentu wyjaśnienie tożsamości i odpowiedź na pojawiające się pytania staje się bolesnym pragnieniem połączonym z obezwładniającym lękiem przed poznaniem prawdy, zwłaszcza z lękiem o autentyczność odpowiedzi. Z takiej opresji człowieka ratuje obecności drugiego, innego. Wówczas obiektywność jego spostrzeżeń nie będzie wątpliwa, pozostanie tylko uwierzyć i zdać się na łaskę Boga.
Nie chodzi jednak tylko o problem odkrycia swego „ja” w jakimś druzgoczącym momencie egzystencjalnym. Problemem jest również konfrontacja teraźniejszości z przeszłością, z wiedzą o sobie samym, jaką człowiek posiadał zanim spadł na niego grom. Pytania się mnożą. Człowiek pyta: Czy jestem zarazem tym, kim jestem, i tym, kim byłem? Wydaje się to niemożliwe, więc czuje się naraz tak, jakby się zgubił, nie na zewnątrz, to jest w otaczającym świecie, ale na obszarze swego wewnętrznego istnienia, który stał się niezwykły i niebezpieczny. Następne więc pytanie to: Gdzie jestem? Rozpoznanie to zagubienie, bo człowiek poznaje innego siebie, traci dobrze znany obraz, do którego był przywiązany.
Jedna, kluczowa chwila w życiu człowieka ujawnia jego istotę i przyszłe losy, pozwala zrozumieć determinizm przyszłości. Mimo że „ja” jest chwilowe, to rzeczywistość, jaka się za odkryciem „ja” pojawia, ma charakter czegoś zupełnie niechwilowego.
Romantyzm wykorzysta ten obraz, by powiedzieć co innego. Chwila poznania będzie ukazywać oderwanie od niechwilowej rzeczywistości – od trwania. W doświadczeniu chwilowej prawdy ujawniać się będzie słabość owej chwili jako tej, która nie nigdy nie może doświadczenia dopełnić. Świadomość teraźniejszości to świadomość braku. Świetnie widać to u Gerarda de Nervala, dla którego chwila iluminacyjnego poznania jest posiadaniem wszystkiego, jest osiągnięciem maksimum w minimum, ale kiedy chwila minie, poecie pozostanie już tylko świadomość straty i życie wśród ruin.
Ponieważ chwile poznania zależą w głównej mierze od człowieka, od jego zdolności twórczych (głównie w sensie artystycznym), więc – jak pisze Georges Poulet – „człowiek okazuje się złym stwórcą człowieka”, „zdolny sam tworzyć chwile życia, człowiek okazuje się niezdolny do stworzenia bytu, do nadania sobie bytu.” Od nieznanego „ciężaru przyszłości, który trzeba dźwigać – jak pisze Quinet – w pustce teraźniejszości”, ratuje jedynie historia i jej determinizm przyczynowo-skutkowy. Ale ratunek ten jest znów zniewoleniem.
W filozofii trwanie uwolni się od historii dzięki Bergsonowi. Determinizm zostanie zaprzeczony. Ale zanim Bergson ujmie to w swe filozoficzne formuły, łańcuchy przeszłości skuwające teraźniejszość rwać będą poeci. Przede wszystkim Rimbaud. Najpierw uruchomi siły anihilizacyjne. Zniszczenie przeszłości i dotarcie do swoistej nicości, umożliwi nadanie sobie bytu zgodnego z własnym twórczym zamysłem. W poezji Rimbauda poraża właśnie ta nieustająca nowość.
Jak u Racine’a poznający siebie miał wrażenie, że poznaje innego, tak u Rimbauda zaprzeczenie przeszłości w imię nowości jest zaprzeczaniem swemu staremu „ja”. Je est un autre (Ja to ktoś inny, Ja jest kimś innym). To jest moment, który prowadzi nas do współczesnego myślenia o tożsamości i do absurdów w nim zawartych: podwójności czy nawet symultanicznej antonimiczności. Daje już temu świadectwo przyjaciel Rimbauda, Verlaine w tomiku o znaczącym tytule: Równolegle.
Ten tok myśli doprowadził również do takiej oto frazy z Psychicznego naturalizmu Przybyszewskiego:
Ta manifestacja mojej indywidualności, widzącej i słyszącej to, czego moja osobowość nie jest w stanie dostrzec to objawienie się Czegoś we mnie, co prowadzi inne życie, różne od tego, którego jestem świadomy.
„Naga dusza” Przybyszewskiego to nic innego jak un autre Rimbauda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz