Przeniesienie

Archiwum bloga znajduje się pod adresem: http://dzialkrytyczny.blog.onet.pl/

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Okaleczona opowieść




Wieczór kuglarzy Ingmara Bergmana rozpoczyna się sceną, w której jeden z cyrkowców opowiada Albertowi – właścicielowi cyrku – historię Frosta, historię zdrady i upokorzenia. Żona Frosta, przebrzmiała piękność, uwodzi stacjonujących nad morzem żołnierzy, którzy odbywają ćwiczenia artyleryjskie. Urządza przed nimi striptiz, a potem kąpie się nago. Żołnierze przerywają ćwiczenia, by obejrzeć niecodzienny pokaz. Jeden z oficerów wpada na kolejny pomysł, który zabawi żołdaków. Każe poinformować Frosta – męża striptizerki i cyrkowego klauna – o tym, co robi jego ślubna. Ten zjawia się najszybciej, jak może i błaga żonę, by wyszła z morza. Zdejmuje ubranie i w samych kalesonach wchodzi do wody, aby pomóc jej w powrocie na brzeg. Tymczasem żołnierze robią im kolejny kawał – chowają ubrania. Frost widząc to, bierze swą nagą żonę w ramiona i odchodzi w stronę cyrkowego namiotu. Towarzyszy mu śmiech żołnierzy.
Historii tej nie opowiada nam Bergman, opowiada ją jeden z cyrkowców. Właśnie dlatego jest okaleczona. Widzimy rozmawiających żołnierzy, oficerów wydających polecenia, strzelające działa, ale nie słyszymy ich słów. Zbliżenia twarzy poruszających ustami wyglądają trochę groteskowo, ale nie o groteskę chyba chodziło. Słyszymy śmiech i gwizdy, które urywają się nagle i sztucznie w kluczowych momentach historii Frosta. Urywają się jak na komendę, jakby nimi dyrygował jakiś ukryty reżyser. Tym reżyserem jest właśnie cyrkowiec, który korzysta z prawa przysługującego opowiadającemu. Dobiera takie środki, jakie chce, jakich mu potrzeba. Wspomina tylko o tym, co uznał za ważne. Resztę pomija milczeniem, każąc milczeć tym, o których mówi. Bergman przedstawia opowieść cyrkowca dosłownie, jako wyreżyserowaną, odrobinę sztuczną, rozgrywaną na pół schematycznie, a jednocześnie mocno zaakcentowaną w kilku kluczowych punktach. Okaleczenie historii cyrkowca jest wyrazem jej swoistości i wyjątkowości. Tak to widział, tak zapamiętał i tak opowiada.
Obraz, jaki serwuje nam Bergman na początku swojego filmu, jest dla mnie kwintesencją opowiadania w ogóle. Na tym przecież to polega. Mówi się tylko o tym, co ważne dla opowiadającego. Mimetyzm jest niemożliwy. Cyrkowiec nie był przecież w stanie zaobserwować poszczególnych reakcji wszystkich obecnych wówczas na plaży. Ujednolicił je więc, stworzył tłum, który śmieje się i milknie jak na komendę. Indywidualność zachowały tylko postaci dla tej historii niezbędne.

*

W pewnym średniowiecznym manuskrypcie znajduje się rysunkowa historia, w trakcie której siedem razy z rzędu powtórzono identycznie opracowaną scenę: człowieka leżącego na ziemi. Z innych miniatur zdołano ustalić, że chodzi o historię Jakuba i Ezawa, i że siedem identycznych scen odnosi się do biblijnego fragmentu mówiącego o tym, jak to Jakub witając się z Ezawem, siedem razy upadł przed nim.
A więc niewolniczy mimetyzm? Nic podobnego. I tutaj mamy do czynienia ze swego rodzaju „okaleczeniem”. Otóż tych siedem scen nie zostało przedstawionych w jednym rzędzie. W jednym jest sześć, w następnym jedna. Sześć pierwszych rzeczywiście wynika z trzymania się litery pisma, osobność siódmej, jej wyeksponowanie, ma na celu podkreślenie momentu upadku. Siedmiokrotne powtórzenie jednej sceny nie czyni jej ważną, nie w oczach średniowiecznego miniaturzysty, który ma w zwyczaju trzymać się tekstu Biblii. Ważną czyni ją dopiero przeniesienie jednego „ukłonu” do następnego rzędu, a więc ingerencja opowiadającego w formę opowiadania. To nazywam okaleczeniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz