Przeniesienie

Archiwum bloga znajduje się pod adresem: http://dzialkrytyczny.blog.onet.pl/

czwartek, 16 kwietnia 2020

Myśli o potędze i dezawuacja snów – Raskolnikow i Kartezjusz


W październiku 1619 roku doszło do przełomowych wydarzeń w życiu Kartezjusza. Na początku miesiąca wyjechał do Niemiec, by uczestniczyć w koronacji cesarza Ferdynanda II. Owocem tego wyjazdu będzie odkrycie metody i „podłożenie podwalin pod wspaniałą naukę” (choć Rozprawę o metodzie opublikuje dopiero w roku 1637). Odkrycie to jego ziomkowie, zachłystujący się różokrzyżowcową nowinką zza Renu (Fama Fraternitatis wydano w roku 1614), przypisywać będą wtajemniczeniu Kartezjusza w tajne obrządki różokrzyżowców. Prawda jest inna, choć równie tajemnicza. W gospodzie pod Ulm, w nocy z 9 na 10 października 1619 Kartezjusz przeżył swego rodzaju oświecenie, dzięki któremu sformułował najważniejsze pojęcia dla swego późniejszego systemu. Oświecenie to przebiegało w dwóch fazach: pierwszą z nich był krótki moment odkrywczego uniesienia, w którym znalazł swą „metodę”, drugą fazę stanowiły trzy sny, które podważały pewne elementy „metody” i kazały Kartezjuszowi weryfikować jego założenia. Po ostatnim śnie Kartezjusz miał już „gotowy” system, choć do ostatecznego sprecyzowania go musiało minąć prawie 20 lat poświęconych podróżom i chłonięciu świata.
Doświadczenie to było jednak dla Kartezjusza niezwykle ciężkie i wspominał je często, zwłaszcza w późniejszych Olympiques. We wspomnianym „momencie odkrywczego uniesienia” Kartezjusz, jak pisze Baillet: „wpadł w entuzjazm tak jak się wpada w depresję”. Radość przeplatała się z rozpaczą.
Metoda, która polegała na wyzbywaniu się fałszu, na oczyszczaniu umysłu, była w gruncie rzeczy dla umysłu niszczeniem wszystkiego tego, co go niegdyś tworzyło. Kartezjusz cierpiał jakby wyzbywał się siebie. Przestając być tym, kim był niegdyś, odciął się od świata i znalazł się poza czasem. Uświadomił mu to jednak dopiero sen, ukazując absolutny brak równowagi pochodzący z rozdarcia pomiędzy umysłem zawieszonym w bezczasie a całą resztą pogrążoną w ciemności i zmąconej doczesności. W swym śnie Kartezjusz idzie ulicami Paryża, a całe jego ciało ciąży ku lewej stronie, chwieje się i utyka.
Wcześniejszy entuzjazm świadomego umysłu zostaje zastąpiony cierpieniem i rozpaczą, które niesie sen. Metoda zakładała kierowanie sobą oraz podążanie przez życie pewnym krokiem; sen ukazuje brak równowagi i chromanie.
Sen jednak trwa dalej. Nękany brakiem równowagi Kartezjusz widzi nagle kaplicę szkolną znaną mu z okresu, który spędził u jezuitów w La Flèche. Wchodzi do niej pchany jakąś irracjonalną chęcią i znalazłszy się w niej, zaczyna się modlić. Modlitwa jednak jest niewystarczająca, nie potrafi się modlić, przeciwnie, rozmowa z Bogiem staje się z czasem kuszeniem przez Szatana, który mu schlebia, a na koniec wręcza mu dynię.
Zwrot ku Bogu znanemu z przeszłości, Bogu, którego oczyszczający się z wszystkiego umysł zepchnął z pola widzenia, staje się niemożliwy. Zwrot ten w dodatku nie jest dokonany na drodze rozumu, jest raczej spontanicznym przebudzeniem nawyku – aktem ocalenia cierpiącej duszy. Przeszłość jednak nie wystarcza. Potrzebny jest Bóg przyszłości. Ale przyszłość, będąc przeciwieństwem odrzuconej przeszłości (domeny Boga), jawi się jako sfera „złego ducha”. Stąd kuszenie. Pozostaje teraźniejszość, a w niej ciało i jego pokusy ukazane pod postacią dyni.
Tak wygląda pierwszy sen. Oszołomiony nim Kartezjusz spędza dwie godziny na modlitwie. Boi się swojej pychy, o której pouczyły go pochlebiające mu w śnie duchy. Chciał przecież sam, bez pomocy (ludzi, książek i Boga), dojść do prawdy. A to jest pychą. Jak Prometeusz chciał wykraść piorun i teraz obawia się pioruna. Piorunem będzie drugi sen.
Trudno nazwać go snem, skoro dosłownie w momencie, kiedy zasnął, przyśnił mu się piorun, który go obudził. Możliwość kary wzbudziła w nim skruchę. Zasnął, a wraz z piorunem zstąpił na niego Bóg, Mądrość i Prawda. Udzielona mu została łaska, a system, który stworzył, pobłogosławiono.
„Filozofia – pisze Georges Poulet – to dzieło tworzone nie tylko przez czysto intelektualną część istoty ludzkiej, ale przez tę istotę w całej jej pełni.” Właśnie sny ukazują w całej skomplikowanej i ambiwalentnej pełni kartezjańską myśl. Pokazują poza tym, że abstrakcyjna idea może upaść w konfrontacji z rzeczywistością mającą odzwierciedlenie w snach.
Wszystko, co powiedziane było odnośnie Kartezjusza, może dotyczyć również Raskolnikowa. W jego przypadku nie ma jednej chwili oświecenia. Jego poznanie rozciągnięte jest na całą powieść. Żyje więc Raskolnikow w pozornym świecie, który równie dobrze może być halucynacją, majakiem mającym swe źródło w chorobie lub udarze słonecznym. Sny zaś bohatera Zbrodni i kary ujawniają wszystkie słabości i pozorności świata mentalnego.
W abstrakcji czas można pominąć, bo wszystko można pojąć w „jednoczesnej całości”. Ale to właśnie czas i charakterystyczne dla niego następstwo uczuć powodują upadek abstrakcji. Nachalne uczucia przeżywane są jedne po drugich, ale w separacji, tak że osobowość Raskolnikowa po pewnym czasie dzieli się na niezliczone i niezależne od siebie części i on sam nie wie już, czy jest jeszcze sobą czy nie.
To właśnie sny jako pierwsze ukazały Raskolnikowi słabość jego idei. Runęła jego przeszłość i przyszłość, zaś w teraźniejszości objawiła się Sonia. Próbowała mu uświadomić jego pychę. Podobnie jak Kartezjusz, Raskolnikow chciał do wszystkiego dojść sam: bez ludzi, Boga i książek. Te ostatnie wiodą w powieści swoje ciche życie, zalegając pokój. Również „nawrócenie” bohatera nie dokonuje się natychmiastowo. Nie można bowiem o nim mówić przy okazji poddania się Raskolnikowa policji. Dopiero na katordze przejrzy na oczy. Piorun wisiał nad nim, aż wyznał swą miłość Sonii, aż zaakceptowali go współwięźniowie.
Te dwa przykłady – Kartezjusza i Raskolnikowa – pokazują jak głębinowe i irracjonalne życie snów ujawnia słabość racjonalnych rojeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz