W październiku
1619 roku doszło do przełomowych wydarzeń w życiu Kartezjusza. Na początku miesiąca
wyjechał do Niemiec, by uczestniczyć w koronacji cesarza Ferdynanda II. Owocem tego wyjazdu będzie
odkrycie metody i „podłożenie podwalin pod wspaniałą naukę” (choć Rozprawę o metodzie opublikuje dopiero w
roku 1637). Odkrycie to jego ziomkowie, zachłystujący się różokrzyżowcową nowinką
zza Renu (Fama Fraternitatis wydano w
roku 1614), przypisywać będą wtajemniczeniu Kartezjusza w tajne obrządki różokrzyżowców. Prawda jest
inna, choć równie tajemnicza. W gospodzie pod Ulm, w nocy z 9 na 10
października 1619 Kartezjusz przeżył swego rodzaju oświecenie, dzięki
któremu sformułował najważniejsze pojęcia dla swego późniejszego systemu.
Oświecenie to przebiegało w dwóch fazach: pierwszą z nich był krótki moment
odkrywczego uniesienia, w którym znalazł swą „metodę”, drugą fazę stanowiły
trzy sny, które podważały pewne elementy „metody” i kazały Kartezjuszowi
weryfikować jego założenia. Po ostatnim śnie Kartezjusz miał już „gotowy”
system, choć do ostatecznego sprecyzowania go musiało minąć prawie 20 lat poświęconych
podróżom i chłonięciu świata.
Doświadczenie
to było jednak dla Kartezjusza niezwykle ciężkie i wspominał je często,
zwłaszcza w późniejszych Olympiques.
We wspomnianym „momencie odkrywczego uniesienia” Kartezjusz, jak pisze Baillet: „wpadł w entuzjazm tak jak się wpada
w depresję”. Radość przeplatała się z rozpaczą.
Metoda, która
polegała na wyzbywaniu się fałszu, na oczyszczaniu umysłu, była w gruncie
rzeczy dla umysłu niszczeniem wszystkiego tego, co go niegdyś tworzyło.
Kartezjusz cierpiał jakby wyzbywał się siebie. Przestając
być tym, kim był niegdyś, odciął się od świata i znalazł się poza czasem.
Uświadomił mu to jednak dopiero sen, ukazując absolutny brak równowagi pochodzący
z rozdarcia pomiędzy umysłem zawieszonym w bezczasie a całą resztą pogrążoną w
ciemności i zmąconej doczesności. W swym śnie Kartezjusz idzie ulicami Paryża,
a całe jego ciało ciąży ku lewej stronie, chwieje się i utyka.
Wcześniejszy
entuzjazm świadomego umysłu zostaje zastąpiony cierpieniem i rozpaczą, które
niesie sen. Metoda zakładała kierowanie sobą oraz podążanie przez życie pewnym
krokiem; sen ukazuje brak równowagi i chromanie.
Sen jednak
trwa dalej. Nękany brakiem równowagi Kartezjusz widzi nagle kaplicę szkolną znaną mu z okresu,
który spędził u jezuitów w La Flèche. Wchodzi do niej pchany jakąś irracjonalną
chęcią i znalazłszy się w niej, zaczyna się modlić. Modlitwa jednak jest
niewystarczająca, nie potrafi się modlić, przeciwnie, rozmowa z Bogiem staje
się z czasem kuszeniem przez Szatana, który mu schlebia, a na koniec wręcza mu
dynię.
Zwrot ku Bogu
znanemu z przeszłości, Bogu, którego oczyszczający się z wszystkiego umysł
zepchnął z pola widzenia, staje się niemożliwy. Zwrot ten w dodatku nie jest
dokonany na drodze rozumu, jest raczej spontanicznym przebudzeniem nawyku –
aktem ocalenia cierpiącej duszy. Przeszłość jednak nie wystarcza. Potrzebny
jest Bóg przyszłości. Ale przyszłość, będąc przeciwieństwem odrzuconej
przeszłości (domeny Boga), jawi się jako sfera „złego ducha”. Stąd kuszenie.
Pozostaje teraźniejszość, a w niej ciało i jego pokusy ukazane pod postacią
dyni.
Tak wygląda
pierwszy sen. Oszołomiony nim Kartezjusz spędza dwie godziny na modlitwie. Boi się
swojej pychy, o której pouczyły go pochlebiające mu w śnie duchy. Chciał
przecież sam, bez pomocy (ludzi, książek i Boga), dojść do prawdy. A to jest
pychą. Jak Prometeusz chciał wykraść piorun i teraz obawia się pioruna.
Piorunem będzie drugi sen.
Trudno nazwać
go snem, skoro dosłownie w momencie, kiedy zasnął, przyśnił mu się piorun,
który go obudził. Możliwość kary wzbudziła w nim skruchę. Zasnął, a wraz z
piorunem zstąpił na niego Bóg, Mądrość i Prawda. Udzielona mu została łaska, a
system, który stworzył, pobłogosławiono.
„Filozofia –
pisze Georges Poulet – to dzieło tworzone nie tylko przez czysto
intelektualną część istoty ludzkiej, ale przez tę istotę w całej jej pełni.”
Właśnie sny ukazują w całej skomplikowanej i ambiwalentnej pełni kartezjańską
myśl. Pokazują poza tym, że abstrakcyjna idea może upaść w konfrontacji z
rzeczywistością mającą odzwierciedlenie w snach.
Wszystko, co
powiedziane było odnośnie Kartezjusza, może dotyczyć również
Raskolnikowa. W jego przypadku nie ma jednej chwili oświecenia. Jego poznanie
rozciągnięte jest na całą powieść. Żyje więc Raskolnikow w pozornym świecie,
który równie dobrze może być halucynacją, majakiem mającym swe źródło w
chorobie lub udarze słonecznym. Sny zaś bohatera Zbrodni i kary ujawniają wszystkie słabości i pozorności świata
mentalnego.
W abstrakcji
czas można pominąć, bo wszystko można pojąć w „jednoczesnej całości”. Ale to
właśnie czas i charakterystyczne dla niego następstwo uczuć powodują upadek
abstrakcji. Nachalne uczucia przeżywane są jedne po drugich, ale w separacji,
tak że osobowość Raskolnikowa po pewnym czasie dzieli się na niezliczone i
niezależne od siebie części i on sam nie wie już, czy jest jeszcze sobą czy
nie.
To właśnie sny
jako pierwsze ukazały Raskolnikowi słabość jego idei. Runęła jego przeszłość i
przyszłość, zaś w teraźniejszości objawiła się Sonia. Próbowała mu uświadomić
jego pychę. Podobnie jak Kartezjusz, Raskolnikow chciał do
wszystkiego dojść sam: bez ludzi, Boga i książek. Te ostatnie wiodą w powieści
swoje ciche życie, zalegając pokój. Również „nawrócenie” bohatera nie dokonuje
się natychmiastowo. Nie można bowiem o nim mówić przy okazji poddania się
Raskolnikowa policji. Dopiero na katordze przejrzy na oczy. Piorun wisiał nad
nim, aż wyznał swą miłość Sonii, aż zaakceptowali go współwięźniowie.
Te dwa
przykłady – Kartezjusza i Raskolnikowa – pokazują jak głębinowe i
irracjonalne życie snów ujawnia słabość racjonalnych rojeń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz