Sukces i szczęście – dwa wyznaczniki,
które wydają się stanowić o życiu ludzkości. Sukces związany jest z chwilą, w
której się dokonuje, dając ekstazę spełnienia. Po nim możliwy jest każdy
następny cel. Szczęście, inaczej, chętnie widzielibyśmy rozciągnięte w czasie,
jako dłuższy stan, któremu nie są potrzebne nowe doznania, jako kompletne
zaspokojenie. Szczęście ma coś nieodwołalnie wspólnego z rajem, jawi się nam na
sposób idylliczny. I rzeczywiście ma z idyllą wiele więcej wspólnego niż nam
się wydaje. Idylla (eidollos) to
„mały obrazek”, idea pomniejszona do rozmiarów nas samych i naszej ludzkiej
próżności.
Parafrazując
Ciorana, można by napisać: „Nie ma żadnej różnicy między szczęściem a
nieszczęściem, o ile uchwytujemy oba z równą intensywnością.” To zdanie jest,
rzecz jasna, filozoficznym paradoksem, ale wcale nie takim prostym, jak się na
pierwszy rzut oka wydaje. Po pierwsze znosi hierarchię, która każe nam oceniać
szczęście jako coś dobrego, zaś brak szczęścia jako coś złego, czyli odbiera
możliwość oceny z perspektywy upragnionego szczęścia. Po drugie rozszerza
pojmowanie o przeciwieństwa czy nawet odwraca w pewien sposób bieguny naszego
myślenia. Szczęście i sukces zostają oddalone, choć nie znikają z pola
widzenia, są u kresu, ale środkiem do ich osiągnięcia nie są one same (kolejne
sukcesy, kolejne uszczęśliwienia), lecz ich przeciwieństwa (nieszczęście i
porażki). Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że sukces i szczęście jako środki do
osiągnięcia celu są najoczywistszą groźbą stagnacji. Po drugie upraszczają
świat do tego stopnia, że każde rozczarowanie albo nawet każdy brak sukcesu
powodować może ostateczne rozczarowanie, które nie dopuści nas do osiągnięcia
celu ostatecznego. Cioran tak pisał:
Cechą kogoś mającego dyspozycję do poszukiwań wewnętrznych jest, że
zawsze będzie on przedkładał porażkę nad wszelki możliwy sukces. Jest tak, gdyż
porażka, jako coś zawsze istotnego,
odsłania nas samym sobie, pozwala nam widzieć samych siebie tak, jak widzi nas
Bóg; tymczasem sukces oddala nas od tego, co w nas i we wszystkim najgłębsze.
Sukces zatrzymuje w drodze i
nie pozwala iść dalej, porażka przeciwnie – jest ona poszukiwaniem negatywnym,
odrzucaniem błędnych kierunków. „Zgodnie z Regułą św. Benedykta, jeśli jakiś
mnich poczuje dumę bądź tylko zadowolenie ze swej pracy, powinien jej
zaprzestać i ją porzucić.”
Zauważmy jeszcze jedną rzecz,
Cioran wspomina o „poszukiwaniach wewnętrznych”, nie wprowadza żadnego
kontekstu religijnego czy mistycznego – ten pojawia się sam: zobaczyć siebie,
jak widzi mnie Bóg. Można powiedzieć, że postawa Ciorana dopuszcza nawet ateizm
(ten ateizm, który „jest o jeden stopień od wiary doskonałej” – jak pisał
Dostojewski), gdyż działanie, jakie podejmuje jednostka, nie jest kierowane w
żadnym sensie myśleniem religijnym – nie myśląc o Bogu, ale idąc jego drogą,
Boga osiąga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz