Przeniesienie

Archiwum bloga znajduje się pod adresem: http://dzialkrytyczny.blog.onet.pl/

niedziela, 12 kwietnia 2020

Paterson czyli wyjątkowa przeciętność i przeciętna wyjątkowość


Z jednej strony zachwyty krytyki, z drugiej oskarżenia o nudę i banalność. Z jednej strony pochwała codzienności, z drugiej obezwładniający smutek. Film Jarmuscha w pigułce.
Faktycznie – fabuła może wydawać się banalna i nudna. Wycofany emocjonalnie kierowca autobusu, który poza pisaniem wierszy i piciem wieczorem piwa w życiu nie robi nic ważnego. I jego żona: entuzjastycznie optymistyczna gospodyni domowa o artystycznych ambicjach – marzy jej się kariera piosenkarki country, wytwórnia babeczek – domorosła dyktatorka mody i wzornictwa sprzętów domowych śniąca o bliźniakach i srebrnych słoniach. Wspólnie spędzają poranki, razem jedzą obiady. Poza tym praktycznie nic w tym filmie się nie dzieje.  Stąd oskarżenia o nudę. Faktycznie, nuda codziennego życia: wstać, pracować, zjeść, napić się piwa. I tak dzień w dzień. Wszystko podane w tak spokojnym rytmie, że nie mamy wątpliwości, że w pewnym momencie musi dojść do jakiegoś niespodziewanego wybuchu. Faktycznie – wybuch fabularny w końcu się pojawia. Właściwie: bardzo niewielki wybuch, bo ostatecznie nic się nie zmieni. Życie wróci na swoje tory. Lecz mimo całej oczywistości i banalności film pozostawia widza z niepokojącymi pytaniami. Bez wątpienia jest to efekt geniuszu Jarmuscha. Geniuszu scenopisarskiego. Kilkoma elementami reżyser nadaje tej prostej historii drugie dno, które wielu widzów zmusiło do myślenia, a wielu więcej do zachwytu.  
Pierwszym elementem jest z pozoru dziwaczna gra aktorska. Wyciszony, jakby nieobecny Paterson (Adam Driver), chłodny, bez emocji, na granicy jakiejś psychozy i przesadnie słodka, tryskająca energią i pogodą ducha jego żona, Laura (Golshifteh Farahani). Kompletne przeciwieństwa.
Drugi element to bliźniacy, których ciągle widuje Paterson. Sen o bliźniakach opowiada wcześniej Laura. Jakby bohaterowie filmu żyli marzeniami.
Trzeci element: powtórzenia, symetrie. Począwszy od prostowania skrzynki na listy, skończywszy na sugestii, że autobus wybuchnie jak kula ognia. Gdy to usłyszy trzeci raz, wybuchnie Paterson – zupełnie niepasującym do niego śmiechem.
Czwarty element: oto aktor o nazwisku Driver (kierowca) gra kierowcę autobusu, który pisuje wiersze. Nazywa się Paterson i mieszka w Paterson. Jego ulubionym poetą jest William Carlos Williams (albo Carl William Carlson jak żartuje Laura), który pochodził z Paterson i wydał książkę pt. Paterson. Kierowca codziennie odwiedza bar, w którym barman marzący o turniejach szachowych ma tablicę z galerią sław miasta Paterson, na której znajduje się m.im. Costello, Ginsberg, Williams i wielu innych.
Do tego można dorzucić niewielkie i zastanawiające epizody jak dziesięcioletnia poetka, zdjęcie Patersona w mundurze, energiczna i zdecydowana reakcja bohatera na próbę samobójstwa z miłości barowego Romea przy użyciu pistoletu na piankowe naboje, rapowanie w pralni, utyskiwania kierownika garażu, awaria autobusu.  
Efekt? Z pozoru banalna historia, wiernie odtwarzająca nieciekawe życie przeciętnego człowieka, która w istocie jest głębokim namysłem nad faktyczną banalnością i przeciętnością życia ciekawych skądinąd ludzi. Jarmusch w bardzo trafny i umiejętny sposób pokazuje moment, w którym człowiek odkrywa swą przeciętność i który w sposób zupełnie wyjątkowy godzi się z nią. Jakby był bliźniakiem: jeden jest sławny, drugi nikomu nie znany. Jeden jest przeciętny, drugi jest wyjątkowy i genialny. Jakby Paterson był wcieleniem niepowtarzalnej ontogenetycznej jednostki (jako kierowca) i filogenetycznej zbiorowości (jako miasto) i właśnie w sposób bolesny i niezwykle godny odkrywał ten fakt. Ten film nie tylko jest o momencie objawienia i refleksji egzystencjalnej, on strukturę tego objawienia czy refleksji próbuje odwzorowywać. I odwzorowuje w sposób – moim zdaniem – wybitny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz