Rembrandt, Powrót syna marnotrawnego, 1669
Roman Brandstaetter, Powrót syna marnotrawnego:
Akt trzeci, odsłona pierwsza JÓZEF I PUTYFARA
REMBRANDT (…) Był ojciec. Miał dwóch synów. Pewnego razu starszy z nich postanowił opuścić, wbrew woli ojca, dom rodzinny. Otrzymał od ojca część swojego majątku i poszedł w daleki świat. Z początku dobrze się wiodło młodzieńcowi. Miał wiele pieniędzy, więc bawił się i hulał. Potem jednak stracił majątek, popadł w choroby, długi, nędzę. Był żebrakiem. Włóczył się po obcych domach. Cierpiał. I wówczas zrozumiał, że źle zrobił, dom ojcowski opuszczając. I zbolały, zmęczony, strawiony chorobami, postanowił wrócić inną drogą, niż tą, którą się wyszło. Na powrót trzeba zasłużyć i trzeba wrócić innym, lepszym i bardziej prawdziwym. Trzeba upaść, by wrócić. Trzeba być synem marnotrawnym.
Klęka.
Trzeba być synem marnotrawnym.
Dobrze się stało, Chrystusie, żem z domu wyszedł, żem błądził, żem doznał głupoty pustych wzlotów i mądrości błogosławionych upadków.
Dobrze się stało, że twarze moich postaci są dzisiaj brzydkie i biedne, zamyślone i stare, pełne snów niespełnionych. Dobrze się stało, że jest teraz w moich obrazach wielkie milczenie.
Dobrze się stało, że wrócili do mnie ludzie z Biblii, nieszczęśliwi i biedni, Tobiasz ślepy, Hagar odtrącona, Matki Bolesne, Łazarze łaknący zbawienia, jak ja! Jak ja!
Dłonie przed siebie wyciąga.
Syn marnotrawny, złodziej, mąż ulicznicy, z całym światem pokłócony, nędzarz, łask Twoich doznaje. A jeżeli, Chrystusie, jeszcze nie dość nisko upadłem, jeżeli jeszcze nie zasłużyłem upadkami moimi na powrót do domu, ten ostatni krok w przepaść daj mi uczynić, Chrystusie! Niech świeci Twoja chwała na wysokościach, a pokój na ziemi i w duszach ludzkich, amen.
*
Akt trzeci, odsłona czwarta POWRÓT SYNA MARNOTRAWNEGO
REMBRANDT Mam tylko jedno pragnienie. Chcę wrócić do domu. (zapatrzony przed siebie) Pragnę posłuchać szelestu młyńskich skrzydeł. Pragnę wdychać zapach lejdzkich pól. (chwila milczenia) I odnaleźć w mroku młyna cienie ojca, matki, siostry, brata. (chwila milczenia) I chcę namalować jeszcze jeden obraz. Ostatni obraz. Pozostało mi trochę farb. Jest żółta, czerwona. Jest biała, czarna. Jest nawet trochę zielonej. Z oliwą wymieszam. To są ostatnie farby, jakie posiadam. Ostatni. (po chwili) Powrót syna marnotrawnego. Klęknę u stóp ojca. Będzie we mnie wielkie, kamienne znużenie. W dotyku rąk ojcowskich będzie cicha, wszystko wybaczająca łagodność. (po chwili) Gdzie światło do tego obrazu znaleźć? To nie może być światło dalekiego i obcego świata. Pamiętasz, Gerrit, światło Lejdy? W tym obrazie powinno być światło Lejdy.
GERRIT DOU [uczeń Rembrandta] (zamyślony, przechadza się po izbie) Więc?
REMBRANDT (patrzy w okno) Wrócę.
Milczenie.
DOU (patrząc spode łba na Rembrandta) Czy wiesz, że są ludzie, którzy, choć śnią o powrocie, powrócić do siebie nie mogą.
REMBRANDT Wiem.
DOU Błądziłem.
REMBRANDT Wiem.
DOU Przez całe życie.
REMBRANDT Wiem.
DOU Czy wiesz, że zazdrościłem ci sławy I wzlotów, a potem z równą zazdrością myślałem o twoim upadku?
REMBRANDT Wiem.
DOU Czy wiesz, że zazdrościłem ci siły woli, która kazała ci działać przeciw twojemu dobremu przeznaczeniu?
REMBRANDT Wiem.
DOU Czy wiesz, że zazdrościłem ci odwagi, z jaką szedłeś na krzyż, by na nim śmierć znaleźć?
REMBRANDT Wiem.
DOU Kto nigdy siebie nie odnalazł, wrócić do siebie nie może.
(…)
CORNELIA [matka Rembrandta] Powiedz mi, synu, czegoś ty szukał na szerokim świecie?
REMBRANDT Światła szukałem, matko.
CORNELIA Czy znalazłeś światło, synu?
REMBRANDT Tak, matko. Tutaj znalazłem. W Lejdzie.
CORNELIA Więc dlaczego odszedłeś od nas, synu najukochańszy?
REMBRANDT Musiałem dojrzeć do tego światła, matko.
CORNELIA Jak się dojrzewa do prawdziwego światła, synu?
REMBRANDT Trzeba bardzo cierpieć, matko.
CORNELIA Bardzo cierpiałeś, synu?
REMBRANDT Bardzo cierpiałem, matko.
CORNELIA Czy warto było cierpieć, synu?
REMBRANDT Warto było cierpieć, matko.
CORNELIA To dobrze.
*
Fascynacja synem marnotrawnym jest jak marznie o byciu Hiobem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz