Vermeer, Dziewczyna przy klawikordzie
Muzyka – czysta, abstrakcyjna sztuka – i jej adeptka. Czysta i abstrakcyjna? Na pierwszy rzut oka – tak. Oddana muzyce, wyciszona, anielska, czysta, odizolowana od świata. Znieruchomiała przy ciężkim klawikordzie, zamarła w jakiejś niewygodnej pozycji, by skręciwszy tułów, przyglądać się nam. Ale nie przestała grać, przy czym swobodne dłoni, jakby bezwolne, pozostawione samym sobie, pogrążone są w cieniu. Jej oczy jednak przeczą spokojowi twarzy, wyczekują. Jej usta przeczą bezruchowi oczu – budzi się w nich grymas, na chwilę przed kuszącym uśmiechem. Suknia przeczy uporządkowanej postawie podporządkowanej instrumentowi – jest pełna niepokoju, skrępowania. Ta dziewczyna cała jest swoją przeciwnością. Gotowa na wszystko, kusząca, uwodzicielska. Widać to w tak otwartym i niczego nie ukrywającym spojrzeniu – nieprzyzwoitym, wyzywającym, prowokującym. Jest jak struna napięta do granic możliwości, wystarczy po niej przejechać smyczkiem…
Na pierwszym planie wiolonczela, gotowa do użycia, wydaje się zapraszać nas, zachęcać, uwodzić, by na niej zagrać, by dołączyć do dziewczyny, stworzyć duet. A ona patrzy z takim napięciem, jak syrena próbująca uwieść widza, każdego z osobna i wszystkich razem, niewybredna, cyniczna, lubieżna. Jak syrena – zaraz rozlegnie się muzyka…
Instrument milczy. Vermeer, podobnie jak każdy inny malarz, nie ma środków, by ująć muzykę w jej czystości i abstrakcji. Nie ma w człowieku czystości i abstrakcji. Instrument zamarł w ciszy. Nadstawiamy ucha. Cisza. I tylko jej wzrok. Stęsknionej dziewicy, która jak najszybciej, a przede wszystkim chętnie, zapomniałaby o swoim dziewictwie, porzuciła wirginał…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz