Pójdę za nimi, jeżeli sami stali się swymi wychowawcami.
Marek Aureliusz, Rozmyślania IX. 29
Rozdział XXV Prób Michela de Montaigne (O bakalarstwie) jest krytyką rozpowszechniania niezinterioryzowanej wiedzy, która przechodzi z ręki do ręki jedynie po to, aby z niej czyniono popis.
Apud alios loqui didicerunt, non ipsi secum – umieją rozprawiać wobec innych, ale nie wobec siebie i ze sobą – mów słowami Cycerona.
Gdyby Montaigne wiedział, co się działo w następnym wieku…
Oto we Francji siedemnastego wieku jezuici – odpowiedzialni skąd inąd za publiczne szkolnictwo – zalecali malarzom tworzenie ‘malowanych enigm’. Z kolei Szwed David Klocker Ehrenstrahl proponował w 1694, by obrazy zawierały zagadki, które można by rozmaicie rozwiązywać tak, by interpretacja stała się popisem pomysłowości. Jennifer Montagu tak pisze na ten temat: „Należało by przyjąć, że w XVII w. dzieło sztuki pojmowano w pewnym sensie jako otwarty symbol, jako surowy materiał, tak jak mit czy historia święta, którą on ilustruje, i że na tym materiale interpretator miał możność ćwiczyć przenikliwość swej pomysłowości przekształcając dzieło w alegorię chrześcijańskiej doktryny lub w panegiryk na cześć swego mecenasa.”
A więc wiedza jako popis, w który nie trzeba angażować siebie – tj. swoich duchowych i indywidualnych potrzeb. Wiedza jako konstrukcja na zadany temat, niewynikająca z wewnętrznych potrzeb, ale z zewnętrznych oczekiwań.
Dla Montaigne’a ten rodzaj wiedzy uosabia właśnie bakałarz – nauczyciel, będący jedynie heroldem wiedzy, krzykaczem, który powtarza coś, na czym jemu samemu nie zależy. Montaigne ceni zaś tylko wiedzę autentyczną, która jest owocem wewnętrznej pracy nad sobą, a nie efektem przyswajania. Jeść to nie napełniać, ale przetrawiać – pisze. Dlatego też tak surowo ocenia nauczycieli, którzy jego zdaniem są jedynie szafarzami cudzych słów.
Montaigne pisze m.in.:
Umiemy mówić: „Cycero powiada tak a tak; oto obyczaje Platona; to własne słowa Arystotelesa”, ale my, cóż mówimy my sami? Co myślimy? Co robimy?
Znam jednego, który nie odważyłby się powiedzieć, że go świerzbi w zadku, jeśli by nie poszukał wraz w leksykonie co „świerzbienie” i co „zadek”.
Bierzemy pod straż cudze mniemania i wiedzę, oto wszystko: raczej należałoby uczynić je naszą własnością.
W wydaniu Prób z 1595 roku (15 lat po pierwodruku) Montaigne dodaje do XXV rozdziału niewielki ustęp, w którym pisze: Dziw, jak bardzo i ja sam, własnym przykładem, objawiam tę głupotę: czyż po największej części nie to samo czynię w tym dziele? Wałęsam się tędy i owędy, to tu, to tam dziobię z książek sentencje, które mi się podobają, nie aby je przechować (brak mi bowiem po temu spiżarni [Montaigne miał bardzo kiepską pamięć], ale aby je przenieść w te pisma, gdzie, prawdę powiedziawszy, tak samo nie są moją własnością jak na swoim pierwszym miejscu.
Ale nie jest to prawda. On przetrawia. Wszystko, co cytuje, jest już ułożone w inne dzieło, jego dzieło.
I to mnie przekonuje. Jeśli z poszczególnych zdań, nawet niszczących czy wykraczających przeciw naturalnemu kontekstowi, z którego je wyjęto, budujemy całość na miarę naszych potrzeb i umiejętności (jak mawiał Herbert: celem jest wysilić całą swoją wrażliwość i zdolność rozumienia, aby Akropol, katedry, Mona Liza powtórzyły się we mnie, na miarę oczywiście mego ograniczonego umysłu i serca). Naukowcy mogą sarkać, specjaliści mogą się oburzać, cóż z tego, skoro nasza „wiedza” jest prawdziwsza, bo żywa, ich – tak, ciągle niczego się nie nauczyli – martwa, licująca jeno ze szkiełkiem i okiem. Twórzmy głębię, na jaką nas stać.
Komentarz ćwiczebny.
OdpowiedzUsuńCzyli działa... No więc zdarzają się nauczyciele, którzy potrafią zainteresować przekazywaną wiedzą. Pewnie dlatego, że mając w głowie mnóstwo cytatów, doświadczali życia w ich towarzystwie, zatem wiedzieli, jak taki cytat wytłumaczyć i chcieli to robić. To nie tylko kwestia zadumy nad tym co wchłonęliśmy, ale przede wszystkim wyzbycia się strachu, że dzieląc się naszymi wnioskami z przyswojonych cytatów, możemy wystawić się na ośmieszenie. Tak sobie dumając, pozdrawiam. Cumbajszpil.
OdpowiedzUsuńPewnie, że są. Któż by zaprzeczał. Ja na pewno nie, zwłaszcza, że sam jestem belfrem. Jednak nie zmienia to faktu, że powierzchowność wiedzy góruje nad głębią, choć może lepiej by było powiedzieć dominuje.
UsuńCóż, cały świat zdominowany jest uśrednieniem. W końcu te najbardziej jaskrawe zjawiska, rzeczy, prawdy, ekstrema muszą mieć jakieś tło, na którym będą widoczne. Gratuluję misji. C.
OdpowiedzUsuń