Przede mną zdjęcie Achima Bednorza z albumu Romanizm pod redakcją Ralfa Tomana.
W katedrze w Durham po raz pierwszy zastosowano sklepienie krzyżowo-żebrowe. Dzięki temu potęga romańskich kształtów napełniona została powiewem lekkości gotyku. Niemożliwe, by to czysto techniczne rozwiązanie (umożliwiające przykrycie przestrzeni o dużej rozpiętości oraz napełnienie nawy większą ilością światła) od razu znalazło świadomy i celowy wyraz estetyczny. A jednak. Z małymi poprawkami co do datowania owego wyrazu estetycznego, ale jednak.
Szeroka nawa główna jest trzypiętrowa: arkady, empora oraz okna. Arkady tworzą rzędy potężnych filarów na przemian wiązkowych, które przenoszą znacznie większe ciężary i na które spływają gurty tworzące ostry łuk sklepienia, oraz okrągłych (zdobionych zygzakami i rombami), które przenoszą obciążenia skumulowane w przekątnych żebrach zbiegających się na wspornikach. Zygzaki, żłobkowania, romby, ukośne kratki – typowe normańskie ornamenty – spotykamy w całym wnętrzu: na łukach wysmukłych arkad, na żebrach i gurtach czy na łukach podwójnych okien empory, ale użycie ich na masywnych trzonach filarów to pierwszy tego typu przykład w historii architektury normańskiej. I jest to zabieg celowy. Wystarczy pomyśleć, jakie efekty uzyskali budowniczowie, dzięki zastosowaniu sklepienia krzyżowo-żebrowego. Więcej światła zdynamizowało przestrzeń, wypełniło ją trójkątami światła i cienia – tak świetnie widocznymi na sklepieniu prezbiterium – są powtórzeniem zygzaków, jakie pojawiły się na trzonach dwóch filarów. Zresztą same zygzaki również sprawiają wrażenie trójkątów światła i cienia. Właśnie od tych filarów wyznaczamy granicę wnętrza. To one są jak obramowanie zamykające przestrzeń o niebagatelnie estetycznej wadze. Wszystko, co wykracza poza nie, co ponad nimi – jest tylko sztafażem. Niezwykle szlachetnym i silnym, ale jednak sztafażem.
Patrząc na zdjęcie wnętrza katedry w Durham zamieszczone w albumie Könemanna, odniosłem wrażenie, że chcąc zrozumieć ten imponujący przykład architektury angielskiego romanizmu, trzeba by… znaleźć inne zdjęcie.
Zacząłem poszukiwania w Internecie. Warunki dopuszczenia dokładnie trzy:
1. Wykonane musi być idealnie na środku nawy głównej, a więc zachowywać idealną symetrię.
2. Gzymsy zwieńczające filary z zygzakami powinny znajdować się na wysokości sklepienia prezbiterium,
3. Same filary z zygzakami nie powinny znajdować się na pierwszym planie.
Takie ujęcie narzucałoby następujące odczytanie kompozycji zdjęcia: kolumny z zygzakami, mimo że nie znalazłyby się na pierwszym planie, a więc nie zamknęłyby kompozycji zdjęcia z obu boków, to i tak stałyby się ramą dla niego, gdyż w jakiś niewyjaśniany – w pierwszym momencie, a spostrzeżony przy oglądaniu albumu Könemanna – sposób niezwykle przykuwają uwagę. Motyw występujący na nich znajduje z kolei powtórzenie na sklepieniu (czteronawowego, a więc wystarczająco długiego, by to powtórzenie w ogóle stało się zauważalne i możliwe) prezbiterium, które na dodatek na kartach publikacji Könemanna jest przeorane jasnymi trójkątami słonecznego światła. Tak więc tylko te dwa elementy rzucają się w oczy – filary z zygzakami oraz sklepienie prezbiterium – to one powinny tworzyć ramy kompozycji zdjęcia. Do tego konieczna jest symetria oraz uchwycenie gzymsów filarów na odpowiedniej wysokości – tzn. takiej, by linia przeciągnięta od powierzchni gzymsów zamykała od góry przestrzeń sklepienia prezbiterium.
By takie zdjęcie powstało, fotografujący musiałby stanąć w dokładnie wyznaczonym miejscu. Najlepiej by było, gdyby takie miejsce wyznaczył sam architekt, jak to zrobił dużo później Andrea Pozzo w rzymskim Il Gesu, który własnoręcznie zaznaczył odpowiednią płytę marmurowej posadzki, z której należało oglądać jego dzieło – Apoteozę św. Ignacego – by uzyskać wrażenie trójwymiarowej przestrzeni i w pełni ocenić efekt łączenia się architektury realnej w architekturze malarskiej, nie mówiąc już o zdziwieniu, jakiego doświadczał widz, gdy zdawał sobie sprawę, że nad nim nie ma kopuły wypełnionej słonecznym światłem, ale płaskie sklepienie kolebkowe. Architekt z Durham oczywiście tego nie zrobił. Czy dlatego, że w Durham nie ma mowy o żadnej iluzji przestrzeni, która przez dynamiczne elementy architektoniczne (trójkąty, zygzaki) porywa ku światłu? Ależ jest taka iluzja. Moim zdaniem jest, moim zdaniem taki był artystyczny zamysł budowniczych tego arcydzieła normańskiej architektury. Co ciekawe, nawę główną, w pobliżu jej zachodniego krańca, przecina cienki pas błękitnego marmuru. Nie miał on jednak pełnić tej funkcji, jaką swej płycie nadał Andrea Pozzo. Według pierwotnych zamierzeń, pas marmuru był granicą, za którą nie miały prawa wstępu kobiety. Dlatego możemy się zadowolić wytłumaczeniem, że takie oznaczenie było niemożliwe, gdyż prezbiterium, które powstało na przełomie XII i XIII wieku, jest młodsze od nawy o cały wiek.
I rzecz szczególna, po dokonaniu takich obserwacji zwróciłem uwagę na rozetę we wschodniej ścianie prezbiterium. Kompletnie jej wcześniej nie zauważyłem. Poniekąd potwierdza to zaprezentowany sposób odczytania wnętrza, ale jeszcze lepiej potwierdza go fakt, że rozeta nie jest oryginalna. Powstała dopiero w XVIII wieku i jest elementem kompletnie niepotrzebnym, jak zresztą wiele innych modyfikacji, które do tej budowli wniósł wówczas James Wyatt.
Takie odczytanie jednak pozostaje ciągle hipotetyczne. Z braku odpowiedniego zdjęcia.
Świetne akcenty świetle, duża dynamika, ale niespełnione warunki 1 i 2.Za mało światła na lewym filarze. Efekty w prezbiterium świetne. Niespełniony warunek 2.
Spełnione wszystkie warunki. Jednak za mało światła na filarach, poza tym brak ostrości i zdjęcie się kładzie. Pozostaje hipotetyczność. Do wyobrażenia.
Ale lepsze już to, niż taka pusta dosłowność:



Sie masz. Patrzę w te zdjęcia od paru dni i czuję niepokój. I wciąż widzę jakąś grę komputerową. I myślę sobie, że ta rozeta nie jest zła, bo nadaje jakiś cel. Jest odpowiedzią na ten budynek. Jednak ja dziś nie o tym, siedzisz w tym wszystkim ostro ale jak u Ciebie z widzeniem muzy? Bo mnie widząc takie wnętrza zaraz ogarnia patos, który też może być podany ciekawie, z mieszaniem stylów: The Fountain Soundtrack "Death Is The Road To Awe" http://www.youtube.com/watch?v=7FDAkpQSJVA
OdpowiedzUsuńNo, ostatnie zdjęcie z pewnością jest grafiką komputerową. Owszem rozeta pełni w niej niebagatelną rolę, ale to już nie Durham. Durham niesie zupełnie inne doznania. Czy muzyczne? Moja wrażliwość nie jest muzyczna. Zresztą nie piszę o niej. Zdarzyło mi się co prawda popełnić teksty o Szeherezadzie Rimskiego-Korsakowa, Syfonii Niedokończonej Schuberta czy Koncercie wiolonczelowym Szostakowicza, ale to chyba zupełnie inna bajka.
OdpowiedzUsuń