Przeniesienie

Archiwum bloga znajduje się pod adresem: http://dzialkrytyczny.blog.onet.pl/

niedziela, 3 czerwca 2012

Nadprzyrodzone

Moc, jaką oddziaływają pewne figury, moc nadawania boskich cech przestrzeni, nigdzie chyba nie przemawia z taką siłą jak w Gizie, gdzie parę najstarszych posągów pokusiło się o bezmiar. Wystarczy na nie popatrzeć z niewłaściwej strony, aby stały się nieczytelne, aby sfinksa uznać jedynie za gigantyczną podstawkę na noże; fotografia nie przekazuje ich siły wyrazu, bo trudno jest fotografować w porze, kiedy nabierają pełni znaczenia. Idąc od strony wsi, a nie od strony drogi, widzi się zapadającą za nimi noc, wtedy ruiny Prywatnej Świątyni piętrzą na pierwszym planie czarne już, poszarpane zarysy swojego chaosu; mury zbudowane przez ludzi zlewają się z odwiecznymi blokami w sypkim migotaniu resztek słońca. Nie widać ogromnych łap sfinksa. W górze, zawieszona nad rozpadlinami Tebaidy, wyłania się głowa bez korpusu, szyję zastępuje skalny masyw; ta głowa sama jest skałą, której człowiek pierwszej cywilizacji z wzniosłą pychą narzucił swój obraz. Zniszczenie, niwelując niemal jego kształty, nadaje im wygląd diabelskich kamieni i świętych gór; głowę otaczają jakby skrzydła barbarzyńskiego hełmu, wielką zatartą twarz jeszcze bardziej zaciera nadchodząca noc. Jego władcza ruina staje się hieroglificznym konturem, trapezoidalnym znakiem na przejrzystym jeszcze niebie. W cieniu wielkiej piramidy desenie ostatnich promieni zamazują kontury sfinksa, teraz jeszcze większego. W dali druga piramida zamyka perspektywę i czyni kolosalną pośmiertną maskę strażnikiem sideł rozciągniętych przeciwko falom pustyni i przeciw ciemnościom. Jest to godzina, kiedy najstarsze z opanowanych form słuchają znowu jedwabistego szeptu, jakim pustynia odpowiada na odwieczny czołobitny pokłon Wschodu; godzina, kiedy ożywiają one miejsce, gdzie przemawiali bogowie, wypędzają nieforemny bezmiar i organizują konstelacje, które zdają się wyłaniać z nocy tylko po to, aby wokół nich grawitować.
*
Kiedy porównamy rzymską płaskorzeźbę tak ambitną i zręczną jak Suovetaurilia z fragmentem Fryzu Partenońskiego, do którego ona świadomie nawiązuje, trudno nie dostrzec pomiędzy tymi dwoma dziełami różnicy zasadniczej. Pomimo tego, co dzieło rzymskie, jak sądzi, zawdzięcza sztuce greckiej, pomimo idealizacji, odcięte jest od niej przez rzeczywistość nie zmierzającą do iluzjonizmu. Rzeczywistością nazywamy korelację elementów pozorności, narzuconą człowiekowi. Wszelka sztuka porządkowała pozorność według bogów albo boskości, której służyła. W imię jakich bogów miał ją zakwestionować Rzym? Po raz pierwszy wielka sztuka uznaje porządek pozorności za porządek świata; po raz pierwszy pozorność stała się realnością.
Andre Malraux

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz