Brandstaetter pisze w Kronice Assyżu o tym, że Asyż jest najcichszym miejscem świata. W Asyżu był w 1946. Pomyślałem, że gdyby przyjechał tam kilkanaście lat później, już by tak nie mówił. I rzeczywiście. W Krajobrazach włoskich, będących zbiorkiem poetyckim, umieścił tekst pt. W poszukiwaniu straconej ciszy. Zauważa w nim, że ciszy w Asyżu już nie ma. Nie może jej być, jest zalana przez turystów i przez środki komunikacji.
Nie może być inaczej. To oczywiste. Ciszę można odkryć tylko na swój rachunek. Jeśli ogłosisz, że oto odkryłeś najcichsze miejsce na Ziemi, możesz być pewien, że za chwilę będzie głośniejsze niż wiele innych. Ludzie nie chcą szukać, chcą, żeby im ktoś coś dał za darmo, bez wysiłku. Jeśli usłyszą, że tam i tam jest mało turystów, wszyscy tam pędzą, chyba że to miejsce odcięte zupełnie od cywilizacji i na taki wypad stać (nie tylko oczywiście finansowo) tylko nielicznych. Miejsc ciszy trzeba szukać samemu.
Jesteśmy karmieni przeżutym pokarmem. Dlaczego nam to odpowiada? Czy tak jest łatwiej? Wszyscy chcą zobaczyć Rzym, Florencję, Wenecję czy Barcelonę. Pewnie, najchętniej wybrałbym się do Wenecji. Tam można zgubić tłum. Jak w Rodos z potężną starówką z budowlami joannitów. Problem w tym, że wszyscy poruszają się głównymi arteriami. Wystarczy zrobić pięćdziesiąt (dosłownie) kroków w bok i nagle znajdujemy się w innym świecie. Ludzie siedzący na progu domów podnoszą lekko zdziwieni głowy, mówią nam „dzień dobry”, przerywają codzienne czynności, odprowadzają nas wzrokiem, jakbyśmy to my byli tutaj atrakcją, a nie starówka Rodos. Zwiedzając ją późnym wieczorem, z mapą w ręku, nagle wychodziliśmy na zupełnie ciemne i ciche place. Jakby tu nikt nie mieszkał. Może rzeczywiście tak jest. Domy wydają się puste. Słychać szum głównym ulic, głośniejsze rozmowy pobrzmiewające w labiryntach ulic, niesione meandrami echa, ale place są idealnie ciemne, ani jednej lampy. Ulice puste i ciemne. Tylko gwiazdy przyświecają naszej drodze.
Gdy wybieraliśmy się do Chorwacji koleżanka namawiała mnie, bym zobaczył Split czy Dubrownik. Kategorycznie odmawiałem. Bałem się właśnie turystów. Ale już na miejscu dałem się namówić żonie na Zadar. Przebiegliśmy tylko starówkę tam i z powrotem i natychmiast, dosłownie po godzinie, byliśmy w samochodzie. Nie było czego tu szukać. Tłum, tłum i tłum. Hałas. Jak w takich warunkach można cokolwiek zobaczyć? Czymkolwiek się delektować?
Brandstaetter pisze, że niebo jest częścią Asyżu. I wiem, o co mu chodzi. Tak jak ludzie wrastają w miasto, tak samo miasto wrasta w krajobraz. Ale można – i to oba wspomniane fenomeny – zobaczyć to tylko wtedy, gdy jest cicho. Z Chorwacji najlepiej zapamiętałem Nin i jego skromną staróweczkę na wyspie (pewnie nie bez powodu znajduje się tam najmniejsza katedra świata). Pusto i cicho. To, co czujesz, spacerując w takim miejscu, to klimat tego miejsca. Nic więcej. Ono samo. Objawia się tobie, staje otworem. Przytula cię do siebie. Grzeje. Jest jak serdeczna dłoń. To patetyczne i przesłodzone określenia, ale dokładnie tak jest. Zrozumie to tylko ten, kto dozna czegoś podobnego. A można tego doznać tylko w odpowiednich okolicznościach i przy odpowiednim nastawieniu.
Jesteś na Mazurach. Nie masz co robić. Jedziesz więc do Stańczyków. Na najwyższy wiadukt w Polsce. Pewnie wielu słyszało. Właśnie. Wielu. A kilka kilometrów dalej jest miejscowość Kiepojcie. Prawie takie same wiadukty. Co prawda w dużo gorszym stanie, ale zupełnie nikogo.
Późne niedzielne popołudnie w barze przy rynku w Olecku. Spokój. Dwie osoby. Kelner i klient. Siedzą przy jednym stoliku. Rozmawiają. Znają się od lat. Co kilka minut ktoś wchodzi. Tylko miejscowi. Wszyscy się znają. Podają sobie ręce. W końcu wchodzi para turystów. Kelner mówi, żeby usiedli, że zaraz do nich podejdzie. Wychodzą. Nie mają czasu. A ja siedzę w kącie i odnotowuję każde wejście i wyjście. Przyglądam się ludziom. Jest leniwie i spokojnie. Czas płynie utartym rytmem. To jest cisza i spokój. Może nie ma tu piękna, ale nie można mieć wszystkiego. Zresztą piękno jako promieniowanie prawdy przez martwe rzeczy jest wszędzie. Dostrzec można ją w każdym miejscu. Owszem, chodzi również o estetykę, wiadomo orzeł robi większe wrażenie niż wróbel. Tak czy inaczej, ciszę trzeba odkrywać. Nie można jej dostać i nie da się jej odzyskać.
Świat i krajobraz. Miasto dopełnia się krajobrazem. Jeśli chcesz poznać miasto, musisz zobaczyć je we własnym sosie, w łączności z jego własnym krajobrazem. Nie można odzierać go z niego hałasem, niepokojem, bieganiną, niecierpliwością, pośpiechem. A to wnoszą z sobą ludzie. Tak zwani turyści. Odzierają miasto z jego klimatu i krajobrazu. Szukać należy tylko pustki, pojedynczych osób, najlepiej miejscowych, którzy nie odstają od miejsca, przyrośli do niego. Tylko w pustce można znaleźć to, co nas wypełnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz